9 – Level up! – Kraina doświadczenia, cz. 6.

(jeśli nie czytałeś/aś poprzedniej części tego artykułu, zalecam jego przeczytanie od części pierwszej)

 

Mniej więcej w roku 2012 szukałem jak głupek dodatkowych form zarobku. Nie wiedziałem jeszcze, że wzięcie na swoje barki większej ilości obowiązków jako nowych źródeł dochodu jest po prostu głupie, bo ciężko ogarnąć dwa biznesy, a co dopiero trzy (ale nie, ja potrafię!).

 

Kompletnie nie był to mój poziom, ale wspomnę o moim trzecim biznesie, ponieważ prócz powyższego nauczył mnie kilku dodatkowych rzeczy. Zostałem sprzedawcą ubezpieczeń! Żyłem z prowizji, a że nie sprzedałem prawie nic, to prowizji nie było. Przez rok z hakiem brałem za to czynny udział w szkoleniach organizowanych przez pracodawcę, odbywałem spotkania z klientami (których najpierw sam musiałem sobie znaleźć) a nawet zdałem państwowy egzamin Komisji Nadzoru Finansowego!

 

Niestety i to nie pomogło mi sprzedawać ubezpieczeń, ale za to zrobiłem sobie ładne wizytówki. Nawet nowy garnitur kupiłem by dodać sobie pewności siebie (nowy czarny garnitur: +100 do pewności siebie) i choć bardzo lubię chodzić w garniaku, to on sam w sobie nie pomógł. Nie wiem, może dlatego, że później się dowiedziałem, że granatowy jest bardziej prosprzedażowy. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy nie było mi do śmiechu.

 

Firma wyposażyła mnie w skrypt sprzedaży, ale oczywiście zrobiłem własną prezentację w odjechanym programie Prezi, bo uważałem, że przecież wiem lepiej, jak to powinno wyglądać. Chyba jednak nie. Poznałem mimo wszystko kilku fajnych ludzi, z którymi do dzisiaj utrzymuję kontakt. To, co udało mi się wynieść ze szkoleń, to nie tylko kilka butelek wody, notes z długopisem i segregator, ale także i przede wszystkim wiedza o zarządzaniu finansami oraz o rynkach finansowych

 

W pewnym momencie jednak, w grudniu 2013 roku, gdy pojechałem na święta do domu rodzinnego, zapłakałem, bo nie miałem nawet za co kupić prezentów. Było mi bardzo źle z tego powodu. Sporo kasy wydałem w tym biznesie na dojazdy, telefony, dodatkowe szkolenia, kawki z niedoszłymi klientami etc. Wtedy uświadomiłem sobie, co ja k&*#^ robię… 

 

Porzuciłem więc ten biznes, bo choć było to ciekawe doświadczenie i sporo się nauczyłem, to jednak nie był to właściwy kierunek działania w tamtym okresie. Skupiłem się na komputerach, a w następnej kolejności na grach, co było o wiele lepszym posunięciem, które dość szybko zaplusowało finansowo.

 

Aktualnie w większości zajmuję się nadal komputerami, w drugiej kolejności grami. Wpadam często w pułapkę typowego kreatora. Widzę masę możliwości zrobienia biznesu, jednak każdy wymaga czasu, którego nie mam lub oddelegowania prac. Pracownicy jednak kosztują a nowe biznesy lubią pochłaniać kapitał jak wujek Wiesio wódkę na weselu. Nie zawsze się to spina a często wychodzi z tego klapa a pieniądze idą w błoto. Co prawda zawsze można dzięki temu zyskać nowe doświadczenia, ale czasem jednak mimo wszystko wolałbym uzyskać także zwrot z inwestycji.

 

Z biznesem komputerowym też bywało różnie. Po tym, jak prowadziłem sklep z kuzynem, doszedłem do pewnego momentu, w którym zacząłem czuć brak postępu/rozwoju. Obroty były na podobnym poziomie, co miesiąc a próby zmiany tego stanu rzeczy nie za bardzo przynosiły rezultaty. Trwało to około 2 lat, po czym podjąłem decyzję o wyjściu z tego biznesu. Przyczyn było naprawdę wiele. Można to jednak zamknąć w stwierdzeniu, że miałem na to inny pomysł, który był niemożliwy do zastosowania w obecnej formie biznesu. Wniosek z tego taki, że czasem łatwiej zacząć od nowa na nowych fundamentach niż próbować zmieniać je, ryzykując zawalenie budowli. 

Przez pół roku zastanawiałem się, co dalej i w jakiej dokładnie formie. Kolejne pół roku domykałem wszystkie nagromadzone stare sprawy wydawnictwa Let’s Play, łącznie z podrasowaniem aktualnych gier i dopieszczenia spraw licencyjnych z wydawnictwem Rebel. Gdy pieniądze zaczęły się kończyć, wróciłem do pracy w biznesie komputerowym, na nowych własnych warunkach, które przyniosły w krótkim czasie świetne efekty. Potwierdza się zatem hipoteza, że lepiej zburzyć coś, co istnieje i zbudować to na nowo.

 

Koniec kolejnej części tego artykułu. Kolejna już za tydzień!
Dziękuję za Twój czas, który przeznaczyłeś na lekturę tego artykułu.