Gry. Dla mnie pojęcie dość szerokie.

Odkąd zacząłem tutaj publikować, minęło kilka miesięcy. Pojawiło się kilka artykułów, ale wszystkie właśnie usunąłem. Coś poszło nie tak, ponieważ po kilku przestałem pisać kolejne. Postanowiłem więc rozpocząć jeszcze raz i w trochę innej formie, takiej jaką bardziej czuję.

 

Coś na początek…

 

Gry. Dla mnie jest to pojęcie dość szerokie. Widzę w nim nie tylko aplikację, grę komputerową czy planszową, ale także wiele odniesień do życia i biznesu. To właśnie z gier wyciągnąłem wiele ciekawych wniosków. Gry pozwoliły mi rozwinąć różne umiejętności, patrzeć na życie bardziej kreatywnie, przeżyć przygodę czy po prostu się odstresować i spędzić czas w ciszy ze sobą lub ze znajomymi. 

 

Żyjemy w czasach nieustannego rozwoju. To, co dawało dobre wyniki wczoraj, dziś może już nie działać tak, jak byśmy chcieli. Nawet jeśli widzisz efekty swoich działań, mogą być one pozorne. Przyrost informacji jest tak duży, że wiedza zgromadzona w ciągu ostatnich kilku lat jest większa niż ta, którą stworzono przez ostatnie kilkanaście tysięcy. 

 

Wiesz, co jest zmorą dzisiejszych czasów? Za duża ilość informacji. I możliwości. Ile razy zdarzało ci się mieć poczucie, że musisz odpocząć? Że jeśli tego nie zrobisz, Twoja głowa eksploduje? Ile razy miałeś dość swojej codziennej pracy, obowiązków związanych z rodziną i każdej jednej decyzji, która czeka na podjęcie? Ile razy czułeś się zmęczony prostym przeglądaniem Facebooka i Instagrama? To czas, żeby się zastanowić, jak dawkować sobie wszystkie informacje, by ich wykorzystywanie było efektywne.

 

Sam wiesz pewnie już, jaką potęgę ma informacja (teksty, liczby etc., dzięki którym zmniejsza się twoja niewiedza), a przede wszystkim dostęp do niej. Jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy, pomyśl przez chwilę, obudź w ten sposób swój mózg! Wyłącz choć na chwilę smartfona, Netflixa, czy YouTube’a i włącz myślenie.

 

Włącz tworzenie unikalnych treści lub inicjatyw, które mogą się przydać na coś innym ludziom. Nie stosuj się do powszechnie przyjętych zasad. Podobo pewien amerykański dramaturg i scenarzysta powiedział kiedyś, że gdyby Michał Anioł zastosował się do ówczesnych rad, to pomalowałby w Kaplicy Sykstyńskiej podłogę, a jego dzieło szybko znikłoby na zawsze zadeptane stopami ludzi zapatrzonych w dół w poszukiwaniu pewności i bezpieczeństwa, zamiast w górę w poszukiwaniu wyzwań przyszłości. 

 

Przekłada się to na moje motto kreatywności, tj. patrz zawsze w górę, patrz zawsze dalej niż inni, szukaj tego, czego jeszcze nikt nie znalazł. Tylko wtedy, gdy złamiesz schemat, pomyślisz inaczej niż inni, zrobisz krok naprzód! A nawet jeśli upadniesz, to przynajmniej upadniesz do przodu. Nie do tyłu – choć i z takich sytuacji da się wyjść silniejszym. 

 

Może się też oczywiście zdarzyć, że upadniesz nie tylko do tyłu, a do tego w dół – ale hej! Jak już będziesz leżał w tym dole, pogrzeb ręką w ziemi, to może znajdziesz zbroję i jakieś narzędzia. Pogrzeb drugą, a znajdziesz patyki i deskę, z których zrobisz drabinę. W ten sposób otrzymasz +10 do wyjścia z dołu oraz +50 punktów doświadczenia i będziesz mógł iść dalej, w zbroi 😉

 

Będziesz mógł grać w swoją grę, aż nie napotkasz kolejnej przeszkody. A trochę ich w życiu doświadczysz, nieważne czy tego chcesz czy nie. Jeśli twoja gra się nie zawiesi, będziesz mógł ją zakończyć o wiele szybciej niż myślisz. Do tego jednak potrzebne są: obrany cel i odpowiednia wiedza, do której często trzeba się dokopać. Zresztą, prawie w każdej grze trzeba najpierw zdobyć surowce, żeby coś sensownego dało się z nich zbudować, zgodzisz się ze mną prawda? No dobra, w niektórych grach nie trzeba zbierać surowców, ale wiesz, o co mi chodzi…

 

Nazywam się Mateusz Pronobis i wskutek różnych przeżyć zacząłem odkrywać świat na nowo. Zacząłem go dostrzegać nawet w najmniejszych detalach, które łącząc się, tworzą swoisty system, który zawsze może działać lepiej. Zapisuję więc codzienne przemyślenia, staram się wyłapywać z otoczenia ciekawe informacje, by na ich podstawie ulepszać swoje życie.

 

Nie jestem Alfą. Nie jestem Omegą. Nie posiadam całej wiedzy świata. Czasem wręcz czuję się głupi i ułomny. Zebrałem jednak już trochę doświadczenia, którym mogę się z tobą podzielić.

 

Samo pisanie bloga traktuję jak grę, gdzie pokonuję kolejne etapy, zbieram punkty doświadczenia by na końcu zmierzyć się z bossem – jeszcze nie wiem jakim 🙂 Jeśli urodziłeś się w latach 80-tych, zapewne pamiętasz gry typu “zawsze w prawo”, gdzie na końcu każdego etapu trzeba było pokonać coraz to trudniejszego przeciwnika.

 

Dzisiaj takie gry mamy na smartfonach. Dość proste i zapewniające podstawową rozrywkę. Dobrze, że idziemy do przodu i żyjemy w czasach, gdzie można zrobić “save”, czyli zapis gry aktualnych dokonań w łatwy sposób.

 

Gdy grałem kiedyś na konsoli typu Pegasus na duże dyskietki w obudowach z żółtego plastiku podłączonej do 21” telewizora w grę “Dizzy”, nie można było zapisać gry. To była taka gra, gdzie chodziło się jajkiem z nóżkami i oczkami we wszystkich kierunkach. Grało się tak długo, aż nie osiągnęło się mistrzostwa w każdym kolejnym etapie (tzn. po utracie życia zaczynało się grę zupełnie od nowa).

 

Niestety po kilkugodzinnej rozgrywce rodzice chcieli obejrzeć wiadomości, więc użyczyłem telewizora. Po 15 minutach powróciłem lecz gra uległa zawieszeniu i cały trud poszedł na marne, a konsola zakończyła swój żywot. Wbiłem w nią śrubokręt, który leżał na półce obok. Można powiedzieć, że ukończyłem grę, która jednocześnie była wstępem do kolejnego poziomu.

 

Dzięki grom nauczyłem się trochę języka angielskiego. Wtedy większość gier była dostępna tylko w tym języku. Musiałem próbować każdej opcji w menu, bo nie wiedziałem o co chodzi, ale wiedziałem, że chciałem zagrać.

 

O czym będę pisał? Czego możesz się spodziewać? Nie znajdziesz tu poradnika, jak krok po kroku stworzyć grę planszową, a tym bardziej komputerową. Dlaczego? Po pierwsze, na rynku jest wiele książek, czy artykułów, które w bardzo prosty sposób opisują tworzenie gier tradycyjnych (karcianych lub planszowych), a także komputerowych. Ponadto nie jest problemem znaleźć kilku autorów gier i z nimi porozmawiać. 

 

Po drugie, chcę pokazać moim zdaniem ważniejszą stronę zagadnienia – stronę biznesową, która stanowi fundamenty pod wydanie gry i zarabianie na niej. Na swoim przykładzie pokażę, na jakie pytania będziesz musiał sobie odpowiedzieć, co robić, a czego lepiej nie ruszać na danym etapie rozwoju firmy. Wszystko tutaj wynika z mojego doświadczenia – człowieka, który zapragnął mieć firmę by zrobić coś fajnego, by móc wydawać gry. Łatwo nie jest i nie będzie

 

Będę poruszał się głównie w tematyce biznesowej, związanej z rynkiem wydawniczym gier karcianych i planszowych. Takimi właśnie grami zajmuję się w wydawnictwie LET’S PLAY, które założyłem wraz Kamilem Matuszakiem (game designerem) w 2009 roku. Wydaliśmy kilka gier, niektóre sprzedawały się bardzo dobrze, inne bardzo źle. Dlaczego tak i jakie to gry, dowiesz się pewnie w kolejnych artykułach.

 

Blog tutaj to dobra okazja do pokazania, z jakimi problemami zmagałem się podczas tworzenia i prowadzenia firmy oraz płynących z nich wniosków. Być może moje artykuły pomogą młodym wydawcom, którzy zaczynają swoją przygodę w biznesie, jak i twórcom gier, którzy nie mają pojęcia, co zrobić ze swoim pomysłem na grę, która ląduje w szufladzie lub jest już od “15 lat” udoskonalana ale jeszcze nie wydana. Pomoże także innym osobom, które planują otworzyć jakiś biznes, swoją własną firmę.

 

Nie zawsze bywało łatwo, a nawet powiem, że częściej było pod górkę niż z górki. To właśnie takie doświadczenia i płynąca z nich wiedza być może pomogą ci zaoszczędzić masę czasu.

 

Dziękuję za lekturę 🙂