8 – Level up! – Kraina doświadczenia, cz. 5.

(jeśli nie czytałeś/aś poprzedniej części tego artykułu, zalecam jego przeczytanie od części pierwszej)

 

W pewnym momencie podczas niedzieli handlowej na jednym z wrocławskich targowisk przyniosłem swoje stare części z roweru oraz komputera. Rozłożyłem wszystko pięknie na kocyku i ku mojemu zdziwieniu wszystko się sprzedało. Aha… pomyślałem. Zacząłem więc chodzić po giełdzie i szukać komputerów. Okazało się, że raz – sprzedawcy często się na tym nie znali, dwa – komputer kupiony w całości i sprzedany na części jest wart średnio 2-3x więcej. 

 

Kupując i sprzedając komputery na części, często uciekając przed deszczem, czy marznąc przy -10 stopniach celsjusza, mogłem sobie ekstra dorabiać. Wynajmując pokój, jako student, szybko zagraciłem go sprzętem komputerowym i otworzyłem swój pierwszy sklep na Allegro pod jajcarską nazwą KungLaoComputers (cóż, nie była to może najlepsza nazwa, ale sprzęt się sprzedawał). Dodatkowo posługiwałem się niezwykle twórczym hasłem marketingowym “najlepsze aukcje w internecie”. 

 

Miało być z jajem i na pokrycie codziennych wydatków, a z czasem rozwinęło się do całkiem niezłej sumki (kilka stów ekstra miesięcznie przy niskim wkładzie pracy). Sprzęt szybko zapełnił również piwnicę w bloku, która przynależała do mieszkania właściciela. Gdy ktoś przychodził, np. wybrać obudowę, ja z uśmiechem na twarzy mówiłem “zapraszam do piwnicy”. Trwało to do roku 2011, kiedy stwierdziłem, że można by pójść krok dalej. 

 

Miałem wtedy na stanie sprzętu o wartości ok. 5 tys. zł. Zaprosiłem do biznesu mojego kuzyna, który włożył do niego tyle samo kasy, co ja miałem sprzętu. Zainwestowaliśmy te pieniądze w kupno kolejnego sprzętu a po kilku miesiącach wynajęliśmy nasz pierwszy lokal (dwupoziomowy o łącznym metrażu 30m2; minus był taki, że nie było okien, był za to luft na dachu, przez który wpadało jakieś światło, a latem można było korzystać z drugiego poziomu jako sauny). 

 

Było jednak tanio, co pozwalało rozwijać skrzydła. Nazwa sklepu została zmieniona, rozpoczęliśmy sprzedaż w internecie z kopyta! Po sprzęt jeździliśmy na giełdy do Lubina i Wrocławia, zawsze przywożąc całego starego passata kombi, w którym potrafiło się zmieścić nawet 30 komputerów (zapewne łezka się kręci w oku polskiego handlarza samochodami, pana Mirka; jeśli nie wiesz o co chodzi wpisz w Google hasło “passat Mirek”). Krótko mówiąc, jedynym minusem tego auta był ten na akumulatorze. Kupowałem więc sprzęt, negocjowałem ceny, zdobywałem doświadczenie, poznawałem się na ludziach, dzięki czemu kupowałem jeszcze taniej i sprzedawałem jeszcze drożej. 

 

Tak to się kręciło i kręci do dzisiaj z tym, że biznes jest trochę bardziej rozwinięty. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że chcę cały czas iść do przodu. Dobrze wiem, że w handlu komputerami raczej nie mam szans (a nawet na pewno nie mam szans) zaistnieć na rynku globalnym z powodu zbyt dużej konkurencji i milionowego kapitału, którego nie mam, choć pieniądze tam są i tak bardzo dobre.

 

Szansa na to istnieje jednak w wydawnictwie Let’s Play, gdzie kilka z naszych produktów trafia już na rynki zagraniczne i to mnie tutaj najbardziej pociąga, tj. zbudowanie globalnej marki oferującej produkty w różnych językach. Wymaga to, co prawda cholernie dużo pracy, jednak wiem, że mi się to uda, gdyż mamy już trochę doświadczenia a przede wszystkim, mamy własne produkty. Niestety albo stety będzie to oznaczało, że będę musiał pożegnać się z komputerami i przerzucić wszystkie swoje siły na rozwój wydawnictwa, no chyba że wypracuję inne rozwiązanie (mam kilka pomysłów, które już realizuję, więc zobaczymy).

 

Piszę o tym ponieważ najprawdopodobniej staniesz przed dylematem podobnego kalibru. Tworząc lub wydając gry dojdziesz do momentu, w którym będziesz musiał się zdecydować, czy dalej zajmować się tym, czym na co dzień się zajmujesz, np. pracując na etacie, czy może poświęcić się w pełni grom lub po prostu swojej pasji. Najtrudniej może być osobom, które nie mają ciepłej posadki i dobrej wypłaty, ponieważ zanim dojdziesz do dobrej opłacalności biznesu z grami może minąć wiele lat. 

Z drugiej strony, ciągłe dofinansowywanie biznesu z własnej kieszeni może być powolnym zaciskaniem pętli na szyi, nawet jeśli uda ci się wydać bardzo dobrą grę. Może brzmi niewiarygodnie, ale może to spowodować efekt pozornie dobrej kondycji firmy, która tak naprawdę nie jest rentowna. To po prostu nie jest tak łatwe, jak się wydaje. Po drodze czeka na nas wiele niewiadomych, których ogarnięcie może nas dużo kosztować.

 

Koniec kolejnej części tego artykułu. Kolejna już za tydzień!
Dziękuję za Twój czas, który przeznaczyłeś na lekturę tego artykułu.