Wpisy

4 – Level up! – Kraina doświadczenia, cz. 1.

Jeżeli nie wiesz, dokąd zmierzasz, prawdopodobnie wylądujesz gdzieś indziej – dr Laurence J. Peter

 

W tym rozdziale opowiem trochę o sobie. Po co będę mówił o sobie? Przyświecają temu dwa cele. Pierwszy, poznasz lepiej moją osobę,a moje przeżycia posłużą ci jako punkt odniesienia do twoich działań zarówno prywatnych jak i zawodowych. Będziesz mógł porównać, czy wyciągnąć wnioski oraz spróbować odpowiedzieć na pytanie, co może się stać w twoim życiu albo już się stało, że zostaniesz wydawcą lub autorem gier (albo jednym i drugim) lub przedsiębiorcą, który weźmie wszystko w swoje ręce.

 

Wydawnictwo Let’s Play swoją przygodę zaczęło od zera. Pierwszy wniosek – też możesz zacząć nie posiadając środków, maszyn, wiedzy czy nawet pomysłów na gry. W zasadzie wystarczy określenie celu oraz wysoka motywacja do działania.

 

Domyślam się, że wiele osób będzie zaczynać lub zaczynało z podobnego poziomu. Nie ma się co dziwić, większość nie ma na boku, np. 50 tys. zł na podstawowy rozwój firmy. Nie miałem i ja. Tak się jednak składa, że w czerwcu 2017 roku mija 8 rok działalności, więc jednak się da, choć nie zawsze było łatwo. 

 

Mówi się, że jak firma wytrzyma pierwszy rok na rynku to jej szanse na przetrwanie zwiększają się znacznie. Mówi się też, że po 5 latach działalności z reguły nie ma się już czego bać, choć uważam to stwierdzenie za trochę przesadzone, ponieważ pułapki czyhają na każdej drodze, którą będziemy chcieli iść. Od nas zależy, czy wcześniej je odkryjemy i przejdziemy, a jak już je poznamy, następnym razem pójdzie szybciej i łatwiej. 

 

O drugim celu powiem ci pod koniec tego rozdziału – to będzie taki mój ogólny wniosek dotyczący wpływu własnego doświadczenia życiowego na możliwości, które możemy osiągnąć w biznesie, także jako wydawca, jak i autor gier.

 

Przytoczę tutaj jedynie co ważniejsze wątki z mojego życia, które moim zdaniem są ważne z biznesowego punktu widzenia oraz które mogą stać się dla ciebie inspiracją.

 

Najpierw był wielki wybuch, potem powstała Ziemia i pojawiły się dinozaury, które zamieniły się w ropę. Następnie pojawili się Arabowie, sprzedali ropę i wykupili wszystkie Mercedesy. Był też rok 1986, w którym wybuchła elektrownia jądrowa w Czarnobylu i urodziłem się ja, żeby było zabawniej – 25 grudnia, w Sosnowcu.

 

Trochę mieszkaliśmy w Dąbrowie Górniczej, ale z powodu zanieczyszczonego powietrza przeprowadziliśmy się na wieś pod Wrocławiem. Miałem wtedy 6 lat.

 

Dzieciństwo bez komputera mijało znośnie, ale często nie wiedziałem, co by tu można było robić. Chodziłem więc na pobliskie boisko z kolegami grać w nogę, ganialiśmy się w berka na rowerach po całej wsi, bawiliśmy się w strzelanego, w chowanego, paliliśmy ogniska, zimą jeździliśmy na kuligach albo na łyżwach po drodze (takie zimy były, nie jeździły prawie żadne pługi, a na drogach był lód), wspinaliśmy się na wysokie drzewa i oczywiście budowaliśmy bazy. Dziewczyny pukały się w głowę, ale co one wiedzą… i tak w tym wieku te dziwne stworzenia nikogo nie interesowały. 

 

Były też gry planszowe. Magia i Miecz, Magiczny Miecz i dodatki do tych gier, czyli słynne, nieistniejące już wydawnictwo Sfera. Nie brakowało też Eurobiznesu i poznawania (jakby to nie brzmiało) pierwszych zasad ekonomii. Tak to się u mnie zaczęło.

 

W każdym razie zawsze trochę zazdrościłem ludziom z miasta, że mieli większe możliwości rozwoju, że w ogóle było więcej ludzi, ciekawych rzeczy i innych gier. Teraz jak na to patrzę z perspektywy czasu, to jestem przekonany, że miałem zajebiste dzieciństwo i dziękuję rodzicom, że to akurat w takim miejscu zamieszkaliśmy.

 

Dzieciaki z miasta nie miały szans na takie doświadczenia, jak ja. Przecież w mieście to jest/było nie do pomyślenia, że dzieciak wychodził z domu po obiedzie i wracał późnym wieczorem albo nawet w nocy. Nic się nikomu nigdy nie stało, wszyscy się przecież znali. Dobra, od czasu do czasu mieliśmy z kolegami głupie pomysły, ale kto ich nie miał.

 

Rodzice rozkręcali firmę, więc niejako mogłem co nieco podpatrzeć jak to funkcjonuje. Miałem już wtedy jakieś 14-15 lat. Szczerze nienawidziłem pisania faktur na komputerze (wtedy nie było programów do tego) i jakichś podliczeń z mamą, bo nie kumałem tego a zajmowało to czas, przecież mogłem w tym czasie grać w gry.

 

Marzył mi się dostęp do internetu. To były czasy pierwszych stałych łącz o przepustowości 10Kb/s oraz internetu na godziny – takie właśnie rozwiązanie u nas było możliwe! YAY! ^_^ Po minucie wsłuchiwania się w słodki dźwięk nawiązywania połączenia przez modem byłem online! Niestety ta przyjemność była dość droga i z zegarkiem w ręku miałem wyznaczone, ile dziennie mogę być w sieci. O stałym łączu mogłem dalej pomarzyć, nie było do tego odpowiedniej infrastruktury. 

 

W końcu jednak nadszedł piękny czas, gdy pojawiła się możliwość podpięcia stałego łącza drogą radiową a ja mogłem korzystać z internetu do woli. Przeglądałem tyle stron ile się dało, ściągałem co się dało (nieświadomie kradnąc wiele treści), grałem online w gry ile się dało. Wydaje mi się, że mogło to w jakiś sposób wpłynąć na decyzję o częściowym realizowaniu się w biznesie poświęconym grom.

 

Koniec części pierwszej tego artykułu. Kolejna już za tydzień!
Dziękuję za Twój czas, który przeznaczyłeś na lekturę tego artykułu.

1- Wstęp. Gry. Dla mnie pojęcie dość szerokie.

Odkąd zacząłem tutaj publikować, minęło kilka miesięcy. Pojawiło się kilka artykułów, ale wszystkie właśnie usunąłem. Coś poszło nie tak, ponieważ po kilku przestałem pisać kolejne. Postanowiłem więc rozpocząć jeszcze raz i w trochę innej formie, takiej jaką bardziej czuję.

 

Coś na początek…

 

Gry. Dla mnie jest to pojęcie dość szerokie. Widzę w nim nie tylko aplikację, grę komputerową czy planszową, ale także wiele odniesień do życia i biznesu. To właśnie z gier wyciągnąłem wiele ciekawych wniosków. Gry pozwoliły mi rozwinąć różne umiejętności, patrzeć na życie bardziej kreatywnie, przeżyć przygodę czy po prostu się odstresować i spędzić czas w ciszy ze sobą lub ze znajomymi. 

 

Żyjemy w czasach nieustannego rozwoju. To, co dawało dobre wyniki wczoraj, dziś może już nie działać tak, jak byśmy chcieli. Nawet jeśli widzisz efekty swoich działań, mogą być one pozorne. Przyrost informacji jest tak duży, że wiedza zgromadzona w ciągu ostatnich kilku lat jest większa niż ta, którą stworzono przez ostatnie kilkanaście tysięcy. 

 

Wiesz, co jest zmorą dzisiejszych czasów? Za duża ilość informacji. I możliwości. Ile razy zdarzało ci się mieć poczucie, że musisz odpocząć? Że jeśli tego nie zrobisz, Twoja głowa eksploduje? Ile razy miałeś dość swojej codziennej pracy, obowiązków związanych z rodziną i każdej jednej decyzji, która czeka na podjęcie? Ile razy czułeś się zmęczony prostym przeglądaniem Facebooka i Instagrama? To czas, żeby się zastanowić, jak dawkować sobie wszystkie informacje, by ich wykorzystywanie było efektywne.

 

Sam wiesz pewnie już, jaką potęgę ma informacja (teksty, liczby etc., dzięki którym zmniejsza się twoja niewiedza), a przede wszystkim dostęp do niej. Jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy, pomyśl przez chwilę, obudź w ten sposób swój mózg! Wyłącz choć na chwilę smartfona, Netflixa, czy YouTube’a i włącz myślenie.

 

Włącz tworzenie unikalnych treści lub inicjatyw, które mogą się przydać na coś innym ludziom. Nie stosuj się do powszechnie przyjętych zasad. Podobo pewien amerykański dramaturg i scenarzysta powiedział kiedyś, że gdyby Michał Anioł zastosował się do ówczesnych rad, to pomalowałby w Kaplicy Sykstyńskiej podłogę, a jego dzieło szybko znikłoby na zawsze zadeptane stopami ludzi zapatrzonych w dół w poszukiwaniu pewności i bezpieczeństwa, zamiast w górę w poszukiwaniu wyzwań przyszłości. 

 

Przekłada się to na moje motto kreatywności, tj. patrz zawsze w górę, patrz zawsze dalej niż inni, szukaj tego, czego jeszcze nikt nie znalazł. Tylko wtedy, gdy złamiesz schemat, pomyślisz inaczej niż inni, zrobisz krok naprzód! A nawet jeśli upadniesz, to przynajmniej upadniesz do przodu. Nie do tyłu – choć i z takich sytuacji da się wyjść silniejszym. 

 

Może się też oczywiście zdarzyć, że upadniesz nie tylko do tyłu, a do tego w dół – ale hej! Jak już będziesz leżał w tym dole, pogrzeb ręką w ziemi, to może znajdziesz zbroję i jakieś narzędzia. Pogrzeb drugą, a znajdziesz patyki i deskę, z których zrobisz drabinę. W ten sposób otrzymasz +10 do wyjścia z dołu oraz +50 punktów doświadczenia i będziesz mógł iść dalej, w zbroi 😉

 

Będziesz mógł grać w swoją grę, aż nie napotkasz kolejnej przeszkody. A trochę ich w życiu doświadczysz, nieważne czy tego chcesz czy nie. Jeśli twoja gra się nie zawiesi, będziesz mógł ją zakończyć o wiele szybciej niż myślisz. Do tego jednak potrzebne są: obrany cel i odpowiednia wiedza, do której często trzeba się dokopać. Zresztą, prawie w każdej grze trzeba najpierw zdobyć surowce, żeby coś sensownego dało się z nich zbudować, zgodzisz się ze mną prawda? No dobra, w niektórych grach nie trzeba zbierać surowców, ale wiesz, o co mi chodzi…

 

Nazywam się Mateusz Pronobis i wskutek różnych przeżyć zacząłem odkrywać świat na nowo. Zacząłem go dostrzegać nawet w najmniejszych detalach, które łącząc się, tworzą swoisty system, który zawsze może działać lepiej. Zapisuję więc codzienne przemyślenia, staram się wyłapywać z otoczenia ciekawe informacje, by na ich podstawie ulepszać swoje życie.

 

Nie jestem Alfą. Nie jestem Omegą. Nie posiadam całej wiedzy świata. Czasem wręcz czuję się głupi i ułomny. Zebrałem jednak już trochę doświadczenia, którym mogę się z tobą podzielić.

 

Samo pisanie bloga traktuję jak grę, gdzie pokonuję kolejne etapy, zbieram punkty doświadczenia by na końcu zmierzyć się z bossem – jeszcze nie wiem jakim 🙂 Jeśli urodziłeś się w latach 80-tych, zapewne pamiętasz gry typu “zawsze w prawo”, gdzie na końcu każdego etapu trzeba było pokonać coraz to trudniejszego przeciwnika.

 

Dzisiaj takie gry mamy na smartfonach. Dość proste i zapewniające podstawową rozrywkę. Dobrze, że idziemy do przodu i żyjemy w czasach, gdzie można zrobić “save”, czyli zapis gry aktualnych dokonań w łatwy sposób.

 

Gdy grałem kiedyś na konsoli typu Pegasus na duże dyskietki w obudowach z żółtego plastiku podłączonej do 21” telewizora w grę “Dizzy”, nie można było zapisać gry. To była taka gra, gdzie chodziło się jajkiem z nóżkami i oczkami we wszystkich kierunkach. Grało się tak długo, aż nie osiągnęło się mistrzostwa w każdym kolejnym etapie (tzn. po utracie życia zaczynało się grę zupełnie od nowa).

 

Niestety po kilkugodzinnej rozgrywce rodzice chcieli obejrzeć wiadomości, więc użyczyłem telewizora. Po 15 minutach powróciłem lecz gra uległa zawieszeniu i cały trud poszedł na marne, a konsola zakończyła swój żywot. Wbiłem w nią śrubokręt, który leżał na półce obok. Można powiedzieć, że ukończyłem grę, która jednocześnie była wstępem do kolejnego poziomu.

 

Dzięki grom nauczyłem się trochę języka angielskiego. Wtedy większość gier była dostępna tylko w tym języku. Musiałem próbować każdej opcji w menu, bo nie wiedziałem o co chodzi, ale wiedziałem, że chciałem zagrać.

 

O czym będę pisał? Czego możesz się spodziewać? Nie znajdziesz tu poradnika, jak krok po kroku stworzyć grę planszową, a tym bardziej komputerową. Dlaczego? Po pierwsze, na rynku jest wiele książek, czy artykułów, które w bardzo prosty sposób opisują tworzenie gier tradycyjnych (karcianych lub planszowych), a także komputerowych. Ponadto nie jest problemem znaleźć kilku autorów gier i z nimi porozmawiać. 

 

Po drugie, chcę pokazać moim zdaniem ważniejszą stronę zagadnienia – stronę biznesową, która stanowi fundamenty pod wydanie gry i zarabianie na niej. Na swoim przykładzie pokażę, na jakie pytania będziesz musiał sobie odpowiedzieć, co robić, a czego lepiej nie ruszać na danym etapie rozwoju firmy. Wszystko tutaj wynika z mojego doświadczenia – człowieka, który zapragnął mieć firmę by zrobić coś fajnego, by móc wydawać gry. Łatwo nie jest i nie będzie

 

Będę poruszał się głównie w tematyce biznesowej, związanej z rynkiem wydawniczym gier karcianych i planszowych. Takimi właśnie grami zajmuję się w wydawnictwie LET’S PLAY, które założyłem wraz Kamilem Matuszakiem (game designerem) w 2009 roku. Wydaliśmy kilka gier, niektóre sprzedawały się bardzo dobrze, inne bardzo źle. Dlaczego tak i jakie to gry, dowiesz się pewnie w kolejnych artykułach.

 

Blog tutaj to dobra okazja do pokazania, z jakimi problemami zmagałem się podczas tworzenia i prowadzenia firmy oraz płynących z nich wniosków. Być może moje artykuły pomogą młodym wydawcom, którzy zaczynają swoją przygodę w biznesie, jak i twórcom gier, którzy nie mają pojęcia, co zrobić ze swoim pomysłem na grę, która ląduje w szufladzie lub jest już od “15 lat” udoskonalana ale jeszcze nie wydana. Pomoże także innym osobom, które planują otworzyć jakiś biznes, swoją własną firmę.

 

Nie zawsze bywało łatwo, a nawet powiem, że częściej było pod górkę niż z górki. To właśnie takie doświadczenia i płynąca z nich wiedza być może pomogą ci zaoszczędzić masę czasu.

 

Dziękuję za lekturę 🙂